Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zmiana adresu

sobota, 25 kwietnia 2009 18:14

Minirecki

środa, 25 lutego 2009 17:50
Dead Man/Truposz

reż.Jim Jarmusch
O czym to jest :
historia Williama Blake'a(JOhnny Depp) - młodego człowieka wędrującego przez świat dzikiego zachodu. Na drodze spotyka m.in. Indianina o imieniu Nikt, a także trzech płatnych zabójców, dla których jest celem.
Ocena :
typowy Jarmusch. Niby nic się nie dzieje, a jednak dzieje się bardzo dużo. Senna atmosfera, specyficzne poczucie humoru + odrobina przemocy. Genialna rola Henriksena jako milczącego zabójcy-kanibala. Poza tym sporo odwołań do poezji Williama Blake'a. Nie dla wszystkich, ale warto.

8/10

Requiem for a Dream/Requiem dla snu


reż. Darren Aronofsky
O czym to jest : historia trójki uzależnionych od narkotyków przyjaciół, których życie powoli zmienia się w koszmar.
Ocena : Kop prosto w twarz. Dawno nie widziałem tak wstrząsającego i dołującego filmu. A już ostatnie 15 minut to tak intensywna dawka negatywnych emocji, że naprawdę ciężko dotrwać do końca. Najlepszy film Aronofsky'ego w całej karierze i najlepszy film poruszjący problem narkotyków w historii. Jednym z mocniejszych elementów tej produkcji jest naprawdę świetna muzyka Clinta Mansella. Szczególnie temat przewodni.
8+/10


King of New York/Król Nowego Jorku


reż. Abel Ferrara
O czym to jest : droga na szczyt i upadek gangstera Franka White'a(Christopher Walken).
Ocena : strasznie się zawiodłem na tym filmie. Ferrara to jednak słaby reżyser. Jak można było z tak dobrą obsadą zrobić coś tak przeciętnego? Miał do dyspozycji Walkena, Penna(Chrisa), Buscemiego i Fishburne'a. Szkoda, że za tą historię nie zabrał się np. Scorsese albo przynajmniej ktoś komu powierzonoby większy budżet, bo momentami "Król Nowego Jorku" przypominał teatr telewizji jeżeli chodzi o rozmach scen akcji.
6/10


Before the Devil Knows You're Dead/Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz


reż Sidney Lumet
O czym to jest : dwaj bracia postanawiają napaść na sklep jubilerski rodziców. Akcja jednak się nie udaje, co prowadzi do całej spirali nieszczęść i tragedii.
Ocena : Mocny film. Jedna z lepszych rzeczy z 2007 roku. Momentami przypomina "No Country for Old Men" jeżeli chodzi o posępny i depresyjny nastrój. Dla mnie film Lumeta to takie "Fargo", tylko bez poczucia humoru i tak ze dwa razy cięższe.
8/10


komentarze (2) | dodaj komentarz

George Carlin - best comic in USA

środa, 18 lutego 2009 17:51

Dziś będzie trochę poza głównym tematem, ale nie do końca. Wiem, że to blog filmowy, ale czasem trzeba trochę odejść od recenzowania i zapodawania trailerów i zapowiedzi. Tym bardziej, że naprawdę warto. Każdy pewnie wie co to takiego stand-up i na czym on mniej więcej polega. Mniej kumatym wyjaśniam : stoi sobie komik i gada śmieszne rzeczy. W USA ten rodzaj rozrywki jest jednym z najpopularniejszych. Nic więc dziwnego, że najlepsi amerykańscy komicy zaczynali właśnie od takich występów. Eddie Murphy, Robin Williams, Jim Carrey, James Belushi - to tylko ci najbardziej znani polskiej publiczności.

Chciałbym wam przedstawić (w mojej opinii) najlepszego, najzabawniejszego i najbardziej inteligentnego stand-uppera w historii. Ladies and gentlemen - oto George Carlin.

Wielu fanom ciężko było pogodzić się z jego śmiercią 22 czerwca 2008 roku. Zdali sobie wtedy sprawę, że Carlin już nigdy nie wystąpi.

Skąd tak wielka popularność? Po pierwsze : Carlin się nie pieprzył(sorry za język, ale inaczej się tego nie da wyrazić). Wyśmiewał wszystko, a jego ulubionymi tematami do ostrej kpiny zawsze były świętości, których inni komicy unikali jak ognia. W latach '70 został nawet aresztowany podczas swojego występu "Seven Words You Can Never Say On Television". Czysty geniusz. Poniżej umieściłem trzy występy, które w pigułce
pokazują jaki był George.
 
   
  

   

komentarze (0) | dodaj komentarz

Najgorsze z najgorszych

środa, 18 lutego 2009 0:49


Jest coś fajnego w totalnych katastrofach, nieprawdaż?
Edward D Wood Jr. - okrzyknięty najgorszym reżyserem w historii kina, twórca m.in. "Glen czy Glenda", "Nocy upiorów" no i rzecz jasna "Planu 9 z kosmosu". Ten ostatni tytuł zyskał miano najgorszego z najgorszych. Reżyser nakręcił go w zaledwie 4 dni i zepsuł wszystko, co dało się zepsuć. Aktorstwo żenująco słabe, scenariusza prawie brak, dekoracje jak z kartonu, a montaż polegał na sklejaniu filmu przy pomocy gumy do żucia, lub "na ślinę"(serio).



A tu mamy tworzenie historii na nowo w manierze filmów klasy z. Żenada wręcz wylewa się z ekranu.
Opis z filmwebu : Po zakończeniu II Wojny Światowej, mózg Adolfa Hitlera został włożony przez nazistów, do specjalnego roztworu chemicznego i przetransportowany do południowoamerykańskiego kraju Madras, gdzie mogłaby odrodzić się w przyszłości III Rzesza. Okazja ku temu nadarzyła się w latach 60-tych, więc naziści porwali znanego naukowca, aby pomógł im wskrzesić Hitlera. Spisek został jednak wykryty przez służby specjalne, które wysłały swoich agentów, aby pokrzyżowali plany nazistów.
 

Wielu współczesnego następcy Eda Wooda i jemu podobnych upatruje w Uwe Bollu - największemu partaczowi, który ma przerąbane u niemal wszystkich graczy. Dlaczego? Zepsuł tak dobre materiały na filmy pełnometrażowe jak "Dungeon Siege", "Alone in the Dark" czy "Far Cry". O tym niemieckim Woodzie było ostatnio głośno również z nieco mniej filmowego powodu. Otóż pan Uwe, zdenerwowany opiniami na jego temat, wyzwał wszystkich, którzy go krytykują do walki na ringu bokserskim. Wśród zaproszonych byli m.in. Tarantino, Bay, Avary oraz kilku dziennikarzy. Co prawda nikt szczególnie znany nie zgodził się na pojedynek, jednak Niemcowi udało się namówić do starcia m.in. redaktora hiszpańskiego serwisu "Cine Cutre" Carlosa Palencia Jimenez-Arguella, czy też admina "Something Awful" Richard "Lowtaxa" Kyankę. Okazało się, że Boll lepiej radzi sobie jako bokser, bo wszystkie walki wygrał.

Boll vs. Lowtax


Na zakończenie nie może zabraknąć polskiego akcentu. Wybór jest dość duży, bo jakieś 90% rodzimej kinematografii pasowałoby do gatunku filmów żenujących. No, ale jakbym miał wybrać jeden jedyny to bym postawił na arcydzieło sensacji pt. "Młode Wilki". Film - kult w środowisku dresiarzy. Życiowa rola(i chyba jedyna??)Jakimowicza.
Próbka dialogów :

"-Hello boys.
 -Osz ty w dupę!"

Jakimowicz do Muchy : "Wyglądasz jak Mucha".

"Kupię sobie.. kupię sobie.. a zresztą nie wiem co sobie kupię".

komentarze (1) | dodaj komentarz

The Shield/Świat gliniarzy

poniedziałek, 16 lutego 2009 20:38
THE SHIELD/ŚWIAT GLINIARZY SEZON 1


Na pewno widzieliście mnóstwo seriali o gliniarzach. "CSI', "Miami Vice", "Homicide : Life on the Street", "Crime Story".. mógłbym tak wymieniać godzinami. Każdy z nich ceniony zarówno przez krytyków jak i widownię. Uznawane są za kawałek naprawdę świetnej sensacyjnej rozrywki.
Teraz mam dla was propozycję - zapomnijcie o nich wszystkich. Jest pewien serial, który kładzie na je na łopatki i nie daje szans się podnieść.

"The Shield" to rzecz wyjątkowa z wielu względów. Przede wszystkim bohaterom bliżej do bandytów, których zwalczają niż do nieskazitelnych stróżów prawa. Główną postacią jest Vic Mackey(brawurowa rola Michaela Chiklisa, za którą dostał nagrodę Emmy w 2002 roku) - dowódca tzw. "Strike Team", czyli oddziału do zadań specjalnych. Pozostali członkowie "Grupy Szturmowej" to Lem, Ronnie i Shane. Wszyscy czterej są równie skuteczni co kontrowersyjni. Nie wahają się używać przemocy czy innych podejrzanych sposobów, byle tylko osiągnąć cel. W dodatku prowadzą na boku interesy z handlarzami narkotyków i mają tendencję do pakowania się w kłopoty. Jednym słowem kryminaliści w odznakach. Oprócz nich przyglądamy się również pracy pary detektywów - Dutcha i Claudette, poczynaniom kapitana Davida Acevedy, którego priorytetem jest kariera polityczna i nie zawaha się przed niczym, aby uratować swój tyłek, a także Julienowi(gorliwy chrześcijanin i gej) i jego partnerce Danni.

Początkowo ciężko mi się oglądało ten serial. Nie darzyłem sympatią nikogo na posterunku, oprócz Dutcha. Błyskotliwy i przede wszystkim uczciwy detektyw, który mimo swoich umiejętności nie jest zbytnio szanowany przez Vica i spółkę. Takiemu bohaterowi można kibicować. Rozwiązuje sprawy błyskawicznie i skutecznie, nie używając przy tym metod a'la "Brudny Harry". No więc jak tu utożsamiać się z Mackeyem? Gość ma tyle brudów z przeszłości, że nie nadąża z tuszowaniem ich. To samo Shane, który jest w dodatku najgorszym typem przydupasa jakiego znam. Co chwilę robi coś głupiego i Vic musi mu ratować skórę. Bez kolegi pewnie siedziałby już w więzieniu, albo wąchał kwiatki od spodu. Kapitan Aceveda to z kolei ktoś, kto ciągle myśli tylko o swojej karierze politycznej i okazję w rozreklamowaniu swojego nazwiska widzi w przyskrzynieniu Mackeya. Złapanie skorumpowanego gliny dobrze wyglądałoby w nagłówkach gazet. Pojedynek tych dwóch panów jest jednym z ciekawszych wątków pierwszego sezonu.

Jest jednak jakaś magiczna siła, która przyciąga do tego serialu i sprawia, że widz nie potrafi się oderwać. Zawiera się ona w perfekcyjnych dialogach, znakomicie rozpisanych postaciach no i oczywiście w stale trzymającym w napięciu scenariuszu.
"The Shield" różni się od typowych seriali kryminalnych swoją dosadnością. Tu nie ma żadnego słodzenia. Vic i spółka nie widzą problemów w pobiciu, torturowaniu, a nawet morderstwie każdego, kto stanie im na drodze. Wszystko oczywiście pokazywane w bezkompromisowy sposób. Shawn Ryan co chwile nam przypomina, że oglądamy jego dzieło, a nie jakieś popierdółkowate "Miami Vice". Tu nie ma miejsca na młodych i pięknych gliniarzy w cool okularkach przeciwsłonecznych, jeżdżących luksusowym wozem. Myślę, że Mackey chętnie sprasowałby buźkę takim stróżom prawa.

"The Shield" ma jeszcze jedną zaletę. Nie powiela schematów w stylu "CSI", które z jednej strony pozwalają na opuszczenie kilku odcinków bez zamartwiania się, że się coś pominęło, ale też nie dają widzowi niczego oprócz banalnej konstrukcji zbrodnia - śledztwo - rozwiązanie zagadki. Wszystko oczywiście doprawione przyprawą o nazwie "nieskazitelni dektektywi znów zatryumfowali nad złem". Serial Shawna Ryana oprócz wątków kolejnych przestępstw, ma tzw. "kręgosłup", czyli linię spajającą te 13 odcinków. Coś co z czasem zaczyna nas bardziej interesować od policyjnej rutyny. W pierwszym sezonie ważność takiego wątku zarysowuje się powoli i eksploduje dopiero w finale(a ponoć w drugiej serii wysuwa się całkowicie na pierwszy plan).

Polecam. Obejrzyjcie pierwsze 3 odcinki a zapewniam, że się nie oderwiecie. Naprawdę warto.

PS.
Końcówka pierwszego odcinka - totalny szok.

komentarze (0) | dodaj komentarz

 1234  »

wtorek, 9 lutego 2010

Licznik odwiedzin: 1569

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

O mnie

Łukasz jestem. Miłośnik dobrego filmu, dobrej muzyki i wszystkiego co dobre.:)

O moim bloogu

Nowości, starocie, zapowiedzi, newsy, thrillery, dramaty, horrory, komedie, sci-fi, fantasy, sensacja, akcja...

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 03.02.2009 23:13:28
  • autor: il
  • treść: ... dzień dobry a wł...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: